Czułość wyryta w słojach. Bieszczadzka opowieść o Matce Boskiej z Łopienki

Są takie miejsca w Bieszczadach, gdzie cisza ma zupełnie inny wymiar. Jednym z nich jest Łopienka – wysiedlona, nieistniejąca wieś, w której sercu ocalała jedynie samotna, murowana cerkiew. To tam przez wieki biło duchowe serce tych gór, a ludzie z najdalszych zakątków przynosili swoje troski przed oblicze Matki Boskiej Łopieńskiej.

​Dziś ta bieszczadzka orędowniczka powraca w Pracowni Drewnica, ale w zupełnie nowej, bliskiej naturze odsłonie.

​Sacrum ukryte w starym drewnie

​W duchu Eco art wierzymy, że materiał sam w sobie jest już gotową opowieścią. Zamiast gładkiego, nowoczesnego płótna, wybraliśmy wiekową, nadszarpniętą zębem czasu deskę.  To drewno, które ma swoją historię – nosi w sobie ślady dawnych lat, pęknięcia, unikalną fakturę i surowe piękno, które idealnie rezonuje z trudną, ale i mistyczną historią samych Bieszczadów.

Śladami bieszczadzkich tajemnic: Cud i dramat Łopienki

​Kiedy trzymam w dłoniach deskę z wizerunkiem Matki Boskiej z Łopienki czuję, że dotykam historii, która przez dekady była skazana na zapomnienie. Aby naprawdę zrozumieć ten wizerunek, musimy cofnąć się o niemal trzysta lat i wyruszyć w głąb bieszczadzkich lasów.  

​Legenda o lipie i niemym dziecku

​Wszystko zaczęło się w XVIII wieku w niewielkiej, tętniącej życiem bojkowskiej wsi Łopienka. Ludowe podania mówią o dwóch niezwykłych wydarzeniach, które zapoczątkowały kult tego miejsca.  

​Cud nad strumieniem: Pierwsza legenda opowiada o samotnej matce i jej 7-letniej córce, która od urodzenia była niema. Podczas letnich prac na łące, spragniona dziewczynka podeszła do leśnego potoku, nad którym ujrzała niezwykłą jasność i postać Madonny z Dzieciątkiem. Przerażona, po raz pierwszy w życiu krzyknęła: "Mamo!". Wieść o uzdrowieniu lotem błyskawicy obiegła całe Bieszczady.  

​Ikona na starej lipie: Inna opowieść mówi o tym, że cudowna ikona niespodziewanie pojawiła się w gałęziach potężnej, trzystuletniej lipy rosnącej obok cerkwi.      Gdy okoliczni mieszkańcy próbowali wywieźć obraz na wozie ciągniętym przez woły, zwierzęta na granicy wsi uparcie stawały i nie chciały iść dalej. Ruszały dopiero wtedy, gdy wóz zawracano w stronę Łopienki. Uznano to za jasny znak: Maryja wybrała tę dolinę na swój dom.  

​Co niesamowite, ta pusta w środku lipa rośnie w Łopience do dziś, a jej wewnętrzna dziupla kształtem przypomina... sylwetkę Matki Bożej.  

​Wokół ikony wyrósł potężny kult. W XIX wieku wzniesiono tam murowaną cerkiew pw. św. Paraskewii, która stała się największym sanktuarium maryjnym w Bieszczadach.

Na słynne odpusty (odbywające się trzy razy w roku) ściągały rzesze pielgrzymów różnych obrządków – Polacy, Bojkowie, Łemkowie, a nawet pątnicy z odległych Węgier i Słowacji. Dolina tętniła modlitwą, śpiewem i życiem.  

​Wszystko skończyło się nagle po II wojnie światowej. W ramach Akcji „Wisła” w 1947 roku mieszkańcy Łopienki zostali przymusowo wysiedleni, a wieś zrównana z ziemią. Tętniąca życiem dolina zamilkła.  

​Cudowną ikonę przed zniszczeniem ocalił przypadek i odwaga ludzi – w 1949 roku została potajemnie wywieziona do kościoła w pobliskim Polańczyku, gdzie znajduje się do dzisiaj (wizerunek ten w 1999 roku został ukoronowany koronami papieskimi jako Matka Boska Pięknej Miłości). Opuszczona cerkiew w Łopience popadła w ruinę, przez lata służąc wypasającym owce góralom za... zagrodę dla zwierząt.  

​Powrót do korzeni

​Łopienka miała jednak zniknąć na zawsze, ale bieszczadzki duch okazał się silniejszy.            Od lat 80. XX wieku, dzięki determinacji grupy społeczników, krok po kroku cerkiew została odbudowana z ruin. Choć oryginał ikony wciąż bije blaskiem w Polańczyku, do ocalonej świątyni w sercu lasu powróciła jej kopia.  

​I to jest właśnie moment, w którym historia Łopienki spotyka się z naszym zamysłem Eco.

​Tworząc wizerunek na wiekowej desce, nie odtwarzamy jedynie religijnego symbolu. Przelewamy na drewno historię ocalenia, pamięć o dawnych mieszkańcach tych ziem i  o bieszczadzkiej dzikości, która potrafi przetrwać największe burze. Ta deska nosi w sobie rany, pęknięcia i surowość – dokładnie tak samo jak dolina Łopienki.

​Spojrzenie, które przetrwało wszystko

​Wizerunek, który wyłania się z tej deski to kwintesencja bieszczadzkiej czułości.        Matka Boska z Łopienki tuli do siebie Dzieciątko z niezwykłą delikatnością. Co jest w tym najpiękniejsze? To, jak naturalne pęknięcia deski i jej faktura przenikają się z liniami postaci. Wygląda to tak, jakby ten wizerunek nie został wyryty, ale od zawsze tam był – ukryty głęboko wewnątrz drzewa, czekając jedynie na moment, by wyjść na światło dzienne.

​Ta praca to coś więcej niż ikona. To powrót do korzeni, hołd dla bieszczadzkiej tradycji i próba zatrzymania ulotnej historii w trwałym, naturalnym materiale. Matka Boska z Łopienki znów patrzy na nas ze spokojem, przypominając o tym, co w tych górach najważniejsze – o pamięci, trwaniu i cichej opiece, która nigdy nie opuściła tych dolin.

Ta deska to niezwykła pamiątka miejsca i cząstka bieszczadzkiej ziemi.



Matka Boska z Łopienki ,stara deska,grawer

Matka Boska z Łopienki

Matka Boska z Łopienki



Matka Boska z Łopienki


Komentarze

Popularne posty